środa, 15 lipca 2015

Co się stanie jeśli nie spłacę rat kredytu hipotecznego


Zaciągając kredyt hipoteczny jesteśmy optymistami. Na pewno będzie dobrze, spłacimy kredyt w terminie, ceny nieruchomości będą tylko wyższe. Co jednak w sytuacji odwrotnej: nie mamy możliwości spłacania rat, a dodatkowo ceny nieruchomości spadają. Co z nami będzie?

Każdemu z nas może zdarzyć się nieprzewidywalna sytuacja, w wyniku której nie możemy spłacać regularnie rat kredytu. W skrajnej sytuacji bank sprzeda naszą nieruchomość i z tych środków spłaci kredyt hipoteczny. My nie mamy nieruchomości, ale nie mamy również już kredytu. Wyszliśmy na zero i możemy zacząć nowe życie. Co jednak w przypadku osób gdzie ze sprzedaży nieruchomości nie starczy pieniędzy na całkowitą spłatę kredytu? Narodowy Bank Polski i Związek Banków Polskich szacują, że obecnie w Polsce jest ok. 200 000 kredytów hipotecznych, gdzie wartość nieruchomości jest niższa od kredytu. Jak to możliwe. Po pierwsze: ceny nieruchomości przez ostatnie 5 lat spadają, mieszkanie które w 2008 r. kosztowało 200 000 zł dziś bank może sprzedać za 140 000 zł (na pierwszej licytacji komornik wystawia mieszkanie za ¾ jej wartości rynkowej, w kolejnej już tylko za 2/3 wartości). Po drugie: prawie 200 000 kredytów w 2008 roku zostało zaciągnięte w walutach, głównie we franku szwajcarskim, który był na rekordowo niskim poziomie ok. 2 zł. Dziś kurs jest znacznie powyżej 3 zł, w związku z czym kwota kredytu pozostała do spłaty znacznie wzrosła. Gro klientów zaciągnęło kredyty bez wkładu własnego, ba część klientów została namówiona przez doradców do zainwestowania swoich środków w wszelkiej maści inwestycje, które w większości w czasie kryzysu okazały się wielką klapą. Ten mechanizm, swego rodzaju „oszustwa” zauważył Urząd Ochrony  Konkurencji i Konsumentów i aktualnie sypie jak z rękawa kary dla banków, jaki i innych instytucji.   Jeżeli klient nabył nieruchomość w 2008 roku za ceną 200 000 zł i zaciągnął kredyt we franku to dziś jego sytuacja wygląda następująco. Wartość nieruchomości  ok. 180 000 zł, wartość kredytu ok. 320 000 zł. Jeżeli taki klient zaprzestanie spłaty kredytu pomimo sprzedaży nieruchomości zostaje z niespłaconym kredytem w wysokości ponad 100 000 zł praktycznie na całe życie. Szacuje się, że problem może dotyczyć nawet 180 000 kredytów. Pojawiło się jednak światełko w tunelu. Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad nowelizacją ustawy o upadłości konsumenckiej. Wprawdzie ustawa tak działa już o 2009 roku, jednak formalności i procedury są „nie do przejścia” . Dość powiedzieć, że przez te lata „udało się upaść” tylko niespełna 100 osobom. Prawo restrukturyzacyjne ma być prostsze, wprawdzie dłużnik straci mieszkanie, ale część pieniędzy ze sprzedaży nieruchomości zostanie przeznaczona na wynajem mieszkania. Sąd i syndyk będą przez pewien czas nadzorować klienta. Wyznaczą mu tzw. plan spłat wierzycieli przez trzy lata. Tyle rząd, co jednak na to banki? Związek Banków Polskich proponuje by banki i ich niewypłacalni klienci mogli zawrzeć ugodę przed sądem. Dopiero następnym krokiem miałaby być upadłość konsumencka. Moim zdaniem to genialny pomysł najpierw próba polubownego załatwienia sprawy, dopiero windykacja czy upadłość. Na całym świecie w sytuacji kryzysowej najpierw się rozmawia, dopiero gdy nie ma możliwości porozumienia stosuje się sztywne zasady. W przypadku polskich  banków jest to bezwzględny dla klienta bankowy tytuł egzekucyjny. W trudnej sytuacji – rozmawiajmy z bankiem, z mojej codziennej praktyki  wynika, że banki zwykle chcą rozmawiać , a egzekucja z nieruchomości jest ostatecznością.


Krzysztof Rzymski

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza